SOS MAMA / EMOCJE MAMY
Macierzyńskie projekcje – niebezpieczeństwo czy prymitywna forma empatii?
Psychologia · Świadome rodzicielstwo
Czy zdarzyło Ci się pomyśleć, że Twoje dziecko czuje dokładnie to samo co Ty? Że boi się tego, czego Ty się boisz? Że jest mu smutno, bo Tobie byłoby smutno w podobnej sytuacji? A może zastanawiałaś się kiedyś, ile w tym, co przypisujemy naszym dzieciom, jest ich własnych emocji, a ile… naszych?
Macierzyństwo to niezwykła relacja. Pełna bliskości, czułości, intuicji, ale również naszych własnych doświadczeń, przekonań i emocji. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo to, co przeżyłyśmy w dzieciństwie, wpływa na sposób, w jaki dzisiaj postrzegamy własne dzieci.
I właśnie tutaj pojawia się pewne ciekawe zjawisko psychologiczne – projekcja.
Czym właściwie są projekcje i dlaczego dotyczą również macierzyństwa?
Wyobraź sobie prostą sytuację. Twoje dziecko zaczyna uczęszczać do żłobka. Ty sama bardzo przeżywasz rozstanie. Martwisz się, że będzie czuło się samotne, opuszczone, przestraszone. Być może przypominasz sobie własne trudne doświadczenia związane z rozłąką.
I choć Twoje dziecko może rzeczywiście odczuwać niepokój, równie dobrze może być zaciekawione nowym otoczeniem i całkiem dobrze odnajdywać się w tej zupełnie nowej dla siebie sytuacji.
Tymczasem Ty, zupełnie nieświadomie, możesz przypisywać mu swoje własne emocje i lęki.
To właśnie jeden z przykładów projekcji – mechanizmu psychologicznego, który polega na przypisywaniu innym osobom własnych uczuć, myśli, cech czy intencji.
Pojęcie projekcji opisywał już Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy. Postrzegał je przede wszystkim jako mechanizm obronny, który pomaga człowiekowi radzić sobie z wewnętrznymi konfliktami, lękami czy trudnymi emocjami.
Mówiąc prościej: czasami łatwiej jest nam dostrzec pewne uczucia w drugim człowieku, niż rozpoznać je w sobie.
Co ciekawe, projekcje szczególnie intensywnie mogą pojawiać się właśnie w relacjach z najbliższymi osobami. A trudno wyobrazić sobie więź bardziej wyjątkową niż ta, która łączy matkę z dzieckiem.
Czy widzimy nasze dzieci takimi, jakie naprawdę są?
To pytanie, nad którym warto zatrzymać się na chwilę.
Bertrand Cramer, psychoanalityk i psychiatra dziecięcy, poświęcił wiele uwagi badaniu relacji między matką a niemowlęciem.
Szczególnie interesowało go to w jaki sposób emocje, doświadczenia i nieświadome przekonania rodziców wpływają na postrzeganie dziecka oraz na pojawiające się między nimi trudności.
W swoich rozważaniach pisał:
Proces budowania więzi [przyp. między matką a dzieckiem] nie opiera się jedynie na «obiektywnym» odczytywaniu komunikatów dziecka, ale na znaczeniach, jakie rodzice przypisują tym komunikatom. Będą oni kochać dziecko w takim stopniu, w jakim będą mogli przypisać mu idealne lub pożądane cechy. Poza tym, rodzice budują to nowe przywiązanie na bazie starych więzi widzianych lub przenoszonych na dziecko.
To niezwykle interesująca myśl.
Oznacza bowiem, że budując relację z własnym dzieckiem, nie zaczynamy z zupełnie czystą kartą.
Wnosimy do macierzyństwa całą historię naszych wcześniejszych relacji.
Sposób, w jaki byliśmy kochani, pocieszani, rozumiani, ale również krytykowani czy odrzucani, może wpływać na to, jak dzisiaj interpretujemy zachowania własnego dziecka.
Jeżeli jako mała dziewczynka słyszałaś, że „grzeczne dzieci nie płaczą”, być może dzisiaj płacz Twojego dziecka wywołuje w Tobie szczególnie silne emocje.
Jeżeli w dzieciństwie często czułaś się samotna, możesz być wyjątkowo wyczulona na wszelkie sygnały, które interpretujesz jako samotność swojego maluszka.
A jeśli od najmłodszych lat oczekiwano od Ciebie perfekcji, być może trudno Ci będzie zaakceptować sytuacje, w których Twoje dziecko popełnia błędy, protestuje lub zachowuje się inaczej, niż oczekujesz.
Oczywiście nie oznacza to, że każda taka reakcja jest projekcją. Nasze zachowania mają wiele przyczyn. Jednak czasami warto zadać sobie pytanie:
Czy reaguję na rzeczywistą potrzebę mojego dziecka, czy może na emocję, którą ta sytuacja uruchamia we mnie?
Projekcje jako pierwsza forma empatii? Tak, to możliwe!
Choć projekcja przez lata była opisywana przede wszystkim jako mechanizm obronny, nie zawsze musi mieć negatywny charakter.
Cramer wyjaśniał:
Projekcja to także mechanizm obronny pozwalający jednostce przypisywać innym niepożądane myśli, a także ogólna eksternalizacja [przyp. uzewnętrznienie] wewnętrznych procesów.
W tradycyjnym ujęciu psychoanalitycznym szczególną uwagę zwracano na problematyczne, a niekiedy patologiczne formy projekcji. Z czasem zaczęto jednak dostrzegać, że przypisywanie dziecku określonych emocji czy intencji może również pełnić ważną funkcję w budowaniu relacji.
Zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia, kiedy niemowlę nie potrafi jeszcze powiedzieć nam, co czuje i czego potrzebuje.
Pomyśl tylko.
Twój maluszek płacze, a Ty zastanawiasz się: „Może się przestraszył?”, „Może potrzebuje mojej bliskości?”, „A może jest już zmęczony?”.
Próbujesz wyobrazić sobie, co przeżywa.
W pewnym sensie wchodzisz w jego świat, wykorzystując własne doświadczenia i emocje jako punkt odniesienia.
I właśnie tutaj projekcja może zbliżać się do empatycznego wczuwania się w potrzeby niemowlęcia.
Nie chodzi jednak o to, aby zawsze zakładać, że dziecko czuje to samo co my. Empatia wymaga również gotowości do zauważenia, że jego doświadczenia mogą być zupełnie inne.
Najważniejsza jest więc nie sama interpretacja, lecz nasza otwartość na to, że możemy się mylić.
Cramer opisał ten proces niezwykle obrazowo:
W tym procesie niemówiące dziecko staje się rekwizytem teatralnym umożliwiającym odegranie wewnętrznego teatru matki.
Wewnętrzny teatr matki.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym określeniu.
Każda z nas nosi w sobie własną historię. Wspomnienia, pragnienia, obawy, niespełnione potrzeby i wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać macierzyństwo.
A dziecko, które dopiero poznajemy, może stać się nieświadomie bohaterem tej historii.
Pytanie tylko, czy pozwolimy mu również napisać jego własną.
Kiedy troska zaczyna przesłaniać rzeczywiste potrzeby dziecka?
Choć próba zrozumienia emocji dziecka jest czymś naturalnym, nadmierne projektowanie własnych przeżyć może prowadzić do błędnego odczytywania jego potrzeb.
Wyobraźmy sobie mamę, która bardzo obawia się odrzucenia. Każda próba samodzielnej zabawy dziecka może budzić w niej niepokój. Zamiast dostrzegać rozwijającą się niezależność maluszka, może interpretować jego zachowanie przez pryzmat własnych emocji.
Albo rodzica, który sam od najmłodszych lat był bardzo nieśmiały i cierpiał z tego powodu. Kiedy jego dziecko nie chce przywitać się z obcą osobą, natychmiast pojawia się myśl: „Ono też będzie takie jak ja. Muszę coś z tym zrobić!”.
Tymczasem dziecko może po prostu potrzebować więcej czasu na oswojenie się z nową sytuacją.
Według Cramera, kiedy matka projektuje na dziecko nieakceptowane części samej siebie, może zacząć dostrzegać w nim cechy, których obawia się u siebie.
W konsekwencji podejmuje działania wychowawcze nie tyle w odpowiedzi na rzeczywiste zachowanie dziecka, ile po to, aby zapobiec rozwinięciu się cech, które sama uważa za niepożądane.
I właśnie w tym momencie troska może nieświadomie zamienić się w próbę kształtowania dziecka według naszych własnych lęków i oczekiwań.
A co, jeśli dziecko zaczyna żyć według naszego scenariusza?
Jednym z poważniejszych zagrożeń jest sytuacja, w której dziecko zaczyna nadmiernie dopasowywać się do oczekiwań rodzica.
Zamiast swobodnie odkrywać kim jest uczy się kim powinno być, aby otrzymać akceptację.
Wyobraź sobie dziecko, które szybko zauważa, że mama najlepiej reaguje wtedy, gdy jest spokojne, posłuszne i nie okazuje złości.
Z czasem może zacząć tłumić swoje emocje, aby nie zawieść jej oczekiwań.
Albo malucha, którego każda próba samodzielności spotyka się z niepokojem rodzica. W takiej sytuacji dziecko może stopniowo ograniczać własną inicjatywę.
Cramer zwracał uwagę, że nadmierne podporządkowanie się wyobrażeniom rodzica może prowadzić do poważnych trudności w kształtowaniu własnej tożsamości i autentyczności.
W skrajnych przypadkach mówił nawet o formach alienacji – oddalania się dziecka od własnych potrzeb i doświadczeń.
To bardzo mocne stwierdzenie.
Nie oznacza ono oczywiście, że każda nadopiekuńcza reakcja czy każde rodzicielskie oczekiwanie prowadzi do takich konsekwencji.
Warto jednak pamiętać, że dziecko nie przyszło na świat po to, aby spełniać nasze niespełnione marzenia, naprawiać naszą przeszłość czy chronić nas przed naszymi własnymi lękami.
Przyszło po to, aby rozwijać swoją własną osobowość.
A naszą rolą jest mu w tym towarzyszyć.
Kiedy mama chce zbyt dobrze – historia pewnej relacji
Podczas analizy literatury klinicznej szczególnie zainteresował mnie przypadek matki, która wykazywała bardzo silną potrzebę opiekowania się swoim nowonarodzonym dzieckiem.
Kobieta znajdowała się pod opieką specjalistów ze względu na swój stan psychiczny i wspólnie z niemowlęciem przebywała w ośrodku terapeutycznym.
Bardzo zależało jej na tym, aby jak najlepiej zaspokajać potrzeby maluszka. Pragnęła zapewnić mu bliskość, poczucie bezpieczeństwa i odpowiednią ilość pokarmu.
Problem polegał jednak na tym, że niemal każdy sygnał wysyłany przez dziecko interpretowała w ten sam sposób – jako prośbę o natychmiastową interwencję.
Kiedy niemowlę zaczynało delikatnie kwilić, mama od razu przystawiała je do piersi.
Kiedy wkładało paluszki do buzi, co może być zupełnie naturalnym elementem poznawania własnego ciała i rozwoju motorycznego, brała je na ręce i mocno przytulała.
Kiedy podejmowało próby poruszania się – reagowała, ograniczając jego swobodę ruchów.
Nie robiła tego z braku miłości.
Wręcz przeciwnie – była przekonana, że w ten sposób najlepiej odpowiada na potrzeby swojego dziecka.
Jednak zamiast obserwować co niemowlę rzeczywiście próbuje zakomunikować, reagowała zgodnie z własnymi przekonaniami i emocjami.
W opisie tego przypadku zwrócono uwagę, że z czasem dziecko zaczęło ograniczać spontaniczną aktywność, rzadziej sygnalizowało swoje potrzeby i podejmowało mniej prób samodzielnej eksploracji.
Autorzy interpretowali te zachowania jako przejaw nadmiernego dostosowania się niemowlęcia do matki.
W efekcie zamiast wzmacniać rozwijające się kompetencje dziecka, w tym zdolność do samoregulacji i podejmowania aktywności, mama nieświadomie mogła je ograniczać.
Ta historia daje do myślenia.
Ale chcę podkreślić coś bardzo ważnego: nie jest to argument przeciwko karmieniu piersią na żądanie, noszeniu, przytulaniu czy szybkiemu reagowaniu na płacz niemowlęcia.
Wrażliwe reagowanie na potrzeby dziecka jest niezwykle ważne dla jego rozwoju. Problemem w opisanym przypadku nie była sama bliskość, lecz utrwalony sposób interpretowania niemal każdego zachowania dziecka, bez uwzględniania jego indywidualnych sygnałów.
Nie chodzi więc o to, aby reagować mniej.
Chodzi o to, aby coraz lepiej rozumieć, na co właściwie reagujemy.
Projekcje mogą mieć związek również ze snem i karmieniem dziecka
W badaniach i obserwacjach klinicznych dotyczących relacji matki z niemowlęciem zwracano uwagę na to, że zmiana sposobu interpretowania zachowań dziecka może wpływać także na codzienne trudności związane ze snem czy odżywianiem.
Cramer opisywał, że w niektórych przypadkach poprawa relacji i zmniejszenie nasilenia problematycznych projekcji wiązały się z ustępowaniem tak zwanych objawów funkcjonalnych, między innymi trudności ze snem i karmieniem.
Dlaczego?
Ponieważ kiedy rodzic zaczyna lepiej rozumieć swoje własne emocje i potrzeby, łatwiej może mu być dostrzec sygnały wysyłane przez dziecko.
Mama, która wcześniej interpretowała każde nocne przebudzenie jako oznakę głodu, może zacząć zauważać również inne możliwe przyczyny pobudek.
Rodzic, który odczuwa silny niepokój przy każdej próbie samodzielnego zasypiania dziecka, może zacząć przyglądać się temu czy jego obawy wynikają z aktualnych potrzeb maluszka, czy również z własnych doświadczeń.
Oczywiście nie oznacza to, że trudności ze snem i karmieniem mają źródło w projekcjach. Ich przyczyny mogą być rozwojowe, środowiskowe, zdrowotne i bardzo zróżnicowane.
Jednak emocje rodzica i jakość wzajemnej komunikacji również stanowią ważny element całego obrazu.
Dlatego tak bliskie jest mi holistyczne spojrzenie na rozwój dziecka.
Nie wystarczy przyjrzeć się samemu zachowaniu maluszka. Warto czasami przyjrzeć się również temu, co jego zachowanie uruchamia w nas.
Czy możemy przerwać ten nieświadomy schemat?
Zdecydowanie warto nad tym pracować.
W opisywanych przez Cramera procesach terapeutycznych jednym z najważniejszych elementów była pomoc matce w rozpoznaniu własnych projekcji i zrozumieniu, skąd się one biorą.
Terapeuta przyglądał się nie tylko zachowaniom dziecka, ale także temu jak matka je interpretowała, jakie znaczenia im przypisywała oraz jakie wcześniejsze doświadczenia mogły wpływać na jej reakcje.
Zaobserwowano, że zmiany zachodzące podczas terapii mogły przynosić korzyści obu stronom relacji.
U matek dostrzegano między innymi zmniejszenie nasilenia lęku i smutku oraz poprawę poczucia własnej wartości.
Z kolei w relacji z dzieckiem obserwowano większą wrażliwość na jego sygnały, a także więcej pozytywnych interakcji.
To pokazuje, jak ważne może być wsparcie nie tylko samego dziecka, ale również rodzica.
Co więcej, w obserwacjach relacji matka – niemowlę zwracano uwagę na dwa interesujące zjawiska:
- W pierwszych dwóch latach życia dziecka projekcje rodzicielskie mogą odgrywać szczególnie istotną rolę w sposobie odczytywania jego emocji i zachowań.
- Nadmierne dopasowywanie się dziecka do oczekiwań rodzica może w niektórych sytuacjach wiązać się z wycofaniem z kontaktu lub pojawieniem się zachowań obronnych, w tym agresywnych.
Warto jednak pamiętać, że są to obserwacje i interpretacje pochodzące z określonego nurtu psychoterapeutycznego, a nie uniwersalne reguły dotyczące wszystkich dzieci i rodziców.
Jak wykorzystać tę wiedzę w codziennym macierzyństwie?
Nie musisz znać teorii Freuda ani czytać prac psychoanalitycznych, aby zacząć przyglądać się własnym reakcjom.
Czasami wystarczy kilka prostych pytań.
- Co naprawdę widzę, a co dopowiadam sobie sama?
Czy moje dziecko rzeczywiście się boi, czy może to ja odczuwam lęk w tej sytuacji?
- Czy ta reakcja przypomina mi coś z mojego dzieciństwa?
Być może określone zachowanie maluszka uruchamia we mnie emocje związane z dawnymi doświadczeniami.
- Czy pozwalam dziecku doświadczać świata na swój sposób?
Czy daję mu przestrzeń do podejmowania prób, popełniania błędów i odkrywania własnych możliwości, oczywiście z uwzględnieniem jego wieku i bezpieczeństwa?
- Czy potrafię zaakceptować, że moje dziecko może czuć inaczej niż ja?
To szczególnie ważne. Bo prawdziwa empatia nie polega na założeniu, że doskonale wiemy, co przeżywa druga osoba.
Polega również na gotowości do poznania jej odrębnego świata.
Dziecko nie jest naszym odbiciem
Chciałabym, abyś po przeczytaniu tego artykułu zapamiętała przede wszystkim jedną rzecz.
Nie musimy być rodzicami wolnymi od lęków, trudnych wspomnień czy nieświadomych przekonań. Ważne, abyśmy uczyli się je rozpoznawać.
Macierzyństwo nie polega na idealnym odczytywaniu każdego sygnału dziecka. To proces poznawania drugiego człowieka, który – choć tak bliski – jest przecież odrębną osobą.
Ma własne emocje, temperament, potrzeby, granice i możliwości.
Może lubić coś, czego my nie lubimy. Może nie bać się tego, czego my się boimy. Może potrzebować bliskości w zupełnie inny sposób, niż sobie wyobrażamy.
I to jest piękne.
Moją misją jest dzielenie się z Wami wiedzą, która pomaga budować świadome, pełne szacunku i empatii rodzicielstwo. Takie, w którym nie tylko troszczymy się o potrzeby dziecka, ale również uczymy się je coraz lepiej rozpoznawać.
Rodzicielstwo daje nam przecież niezwykłą możliwość: możemy nie tylko wspierać rozwój naszych dzieci, ale także lepiej poznawać samych siebie.
A kiedy potrafimy odróżnić własne emocje od emocji dziecka, łatwiej jest nam wspierać jego naturalne kompetencje i rozwijającą się samodzielność.
Nie bójmy się więc rosnącej niezależności naszych dzieci. To naturalna i ważna część ich rozwoju.
Bo naszym zadaniem nie jest wychowanie małej wersji siebie.
Naszym zadaniem jest pomóc dziecku stać się sobą.
Bibliografia
- Cramer, B. Krótkoterminowa psychodynamiczna psychoterapia dzieci i ich rodziców.
- Cramer, B. Are Post-Partum Depressions a Mother-Infant Relationship Disorder?
- Ogden, T. H. (1979). On Projective Identification. International Journal of Psycho-Analysis, 60(3), 357–373.

Autorka artykułu
Monika Bielan-Gąsior
Pedagog, holistyczna konsultantka snu matki i dziecka, specjalistka żywienia dzieci, trenerka umiejętności psychospołecznych i studentka psychologii.
Od 2018 r. wspiera rodziców w rozumieniu potrzeb dzieci, pokonywaniu trudności ze snem i budowaniu bliskich, pełnych empatii relacji.
Założycielka Holistycznie. Centrum Terapii Pozytywnej oraz SOS Mama.
W swojej pracy łączy wiedzę naukową, doświadczenie i holistyczne spojrzenie na rozwój dziecka, promując świadome rodzicielstwo bez presji i oceniania.
Dołącz do mojej społeczności!